blog

powinna być interpunkcja, ale ja jestem wybitnie nieinterpunkcyjna, jeśli relacje ze słowem, to nie przecinki, nie kropki, nie duże litery- nadawane na wyrost, nie

noc i rozbzdurzam się

kubek

kubek, herbata, papier, nic nowego, nic chyba
„cuda są tylko wewnątrz”, cytując Poetę
czytam dużo, dużo myślę- bez większych rewelacji i odkryć- ot, uczę się najprostszych rzeczy

i jestem całkiem inna, nie taka jak.

kubek, kubek, obrazy do namalowania, muzyka do namalowania, obrazy do zagrania

słowo-kierunek na dni najbliższe: Dialog…

cytując-

„ESTRAGON: Zawsze sobie coś wynajdziemy, żeby stworzyć sobie wrażenie istnienia, co, Didi?
VLADIMIR(zniecierpliwiony): Oczywiście, oczywiście, jesteśmy kuglarzami. No, ale róbmy, cośmy postanowili, póki pamiętamy.”

Samuel Beckett, Czekając na Godota, przeł. Antoni Libera

nuty

miałam pisać dzisiaj co innego, inne słowa, zupełnie, miałam pisać jak minął dzień, że nadal nie do końca wiem, co chcę robić gdy będę Duża, ale uczę się siebie i jest mi lepiej, miałam pisać wątpliwości, czy robiąc to, co robię, nie oddalam się od swoich świętości, miałam pisać tu tyle innych słów, kwiatki, śnieg, studia, książki, spotkania literackie, bunt, że nie jest tak, jak być miało, miałam pisać o otrzepywaniu słów z kurzu i że co one właściwie znaczą, że co znaczy- „znaczyć”? miałam miałam

noc. r.

noc taka jakaś, myślę czasem jeszcze sobie o Tobie, bezradnieję wtedy od razu, gubię myśli, patrzę gdzieś wszędzie, mała dziewczynka taka, rozciągam palce u rąk, delikatniejsze, szukam gdzieś Ciebie, zaplątana i roztargniona tym myśleniem, słowa bez liter, jakaś nie pozbierana do końca jestem, np. w nocy, np. gdy myślę Ciebie, np. gdy.

tramwajowy

dziewczynka w ostatnim wagonie
stuk stuk
stuk czubek buta
stuk podłoga
stuk słona woda po policzku

na przekór wszystkiemu- rozpromieniałam- wiosennie, podskórnie, adresując sercem list nie-do-wysłania, zielone listki w oczach, gwiazdki, koraliki, szkiełka, drobniutki dzień, rozturlany

a stuk stuk też obcasami wbiegając radośnie po schodach do.

—-

Julio Cortazar, Gra w klasy, przeł. Zofia Chądzyńska
rozdział 32…

coś pękło na moment, zdrapała się cienka skórka, to nic,
to nic
wypędzanie demonów
oswajanie demonów
złe podszepty
nie słucham nie słucham

uszy zaczarowane
(uczenie się oswajania tego co trudne przez przeżycie do końca, przez wymiatanie z kącików, strumyki, powolne układanie; muzyczna tarcza, radiohead, choć mogło by być coś innego, w innym świecie, na innej płaszczyźnie, też)

*

no i tacy właśnie jesteśmy, zawsze za bardzo, zawsze ocierający się o ściany, graniczni, za głośno się śmiejący, płaczący całą duszą, tacy nielogiczni, abstrakcyjni, przystosowani do siebie, kochający aż do zatarcia granic, do zlania w całość, oddani do ostatniej nitki, potykający sie o kamyki codzienności- tej szarej, potłuczeni przez natrętne leczenie nas z nas,
tacy za mocno, wyjeżdżający, by tęskinić, czasem raniący, by przepraszać, zamykający się nagle wewnątrz siebie, chowający się nagle pod dywan, unoszący się pod sufitem, weseli motylim uśmiechem,
tacy pragnący po prostu tego, co najprostsze, radości, kochania, odwagi, niebieskiego migdałowania, otwartości, uwrażliwienia, tlenu sztuki, zniesienia dziwacznych reguł, barier,
z oczami gwiazdek, z koralikami prywatnych świętości,
zawsze nie tacy, zawsze coś nie, a to płaszcz, a to torebka, a to oddech, cicha myśl, szmer słów, a to palec malujący na szybie

strzępi się rzeczywistość
przeciera się