cyt cyt cytuję

„no guy is worth your tears, but when you find that one that could be worth it, he shouldn’t make you cry”-

bardzo młodzieżowo cytując courtney love, ale ja jestem młodzieżowa, ze mną samo utrapienie ostatnio jakoś, cytaty przez głowę, przepływają, zderzają się, wielki korek, klaksony i hałas, wygrażanie pięściami, upalne południe w głowie, rozsypują się słowa, podłożę kiedyś bombę pod własną głowę, co się dzieje, że liczne przypisy, cytaty, fiszki i świstki papieru, wszystkiego nie ogarnę

a najpiękniejsza biblioteka mojego świata, twoje dłonie, odgarnianie włosów z czoła, spokojny sen, uważne śledzenie twoich ruchów, uczenie sie gestów na pamięć, znów w ślepej uliczce. powielony na ksero rejestr błędów.

ptaki i świt zimny roztargniona noc rozpraszająca się
piata nad ranem nie śpię
opowiadam sobie bajki

przespać przeczekać

nie stało się nic bo nic się nie działo ja tylko przyznaję bywam bardzo nieobecna bardzo nietutejsza bardzo wewnętrzna że zwijam się w kłębek w sobie i na ścianach wieszam powycinane z gazet zdjęcia zdania wodzę palcami po szkle wodzę na pokuszenie przyznaję w moim pokoju pająki duchy kłębią się pod sufitem anioły gęsto nad głową z dźwięków lepię kształty żyjące wypełniam pustkę po pustce wkładam w pierś kłębki słów miekkie zdania zapycham dziurę po amputowanym sercu (dziwię się dziwię że nie jestem agnieszką drotkiewicz ani nie mieszkam w jej książce) układam na podłodze płatki kwiatów nie umiem coraz więcej jest noc z deszczu na deszcz ze środy na ciszę zbliża się maj

nie piszę nie maluję nie gram zaniedbuję wszystko zaniedbuję wszystkich z ust pęcherzyki powietrza zamiast uśmiechu jestem lalką z papieru na ścianach oczy patrzenie na wylot widzenie na przestrzał ta postać z obrazu
masz potencjał masz możliwości nie zmarnuj się nie zmarnuj szansy jaką ci dano kłopot polega na tym że marnuję odchodzę zdradzam
ten kto kocha zdradza najmocniej zdradza najbardziej lokuje siebie nie tam gdzie trzeba nie prosi o szansy
z oczu korale i wieszam je na drzewach wkładam pod poduszki z drewienek i muszelek piszę list

tak bardzo tak mocno cisza od dni wielu

niezapominanie

kupiłam malusią doniczkę z niezapominajkami ślicznymi i martwię się, czy im dobrze będzie u nas na parapecie, czy polubią widok z okna. bardziej mnie absorbowały kwiaty na spotkaniu o surrealizmie w antropologii niż cały ten intelektualny onanizm i teoretyzowanie. czy tak wielu badaczy musi uprawiać sztukę dla sztuki, podtrzymywać swoje istnienie wciąż nowymi teoriami, które tak niewiele mają do życia, tak dalekie są temu, co prawdziwsze… mogę się mylić, na pewno tak jest, tylko po co ta sztuczność, po co te pozory? rozsadzić to wszystko od środka…

niezapominajko, niezapominajko, nie zapomnij mnie

pojawiają się znaki

nucenie

nucę nucę pastelowo podśpiewuję oswajam demony i duchy i dziwię się kolejnym zmianom

uliczki i odrapane podwórka zmęczone kamienice snuję się po ulicach
snują się nitki w spódnicy- oj!

powietrze zakurzone podświetlane nieśmiałym słońcem dzisiaj wszystkie bramy otwarte i inne wymiary przenikanie czary mary spiralnie zwijają się myśli kołują dźwięki nucę

latarnie

przesuwając w zamyśleniu palcem wskazówki zegara w kółko i mijają dni szybciej i przeciekają przez palce na dłoniach kurz

w szybę wplecione pomarańczowe światło jest noc nie śpię
wkładam po jednym słowie do kopert przyklejam znaczki znaczę wkładam do kopert odciski palców
znaczę
chociaż tyle w taką noc gęstą myślami

rozchylone usta, mówię do ścian

trzepotanie w środku
…nie wiem czy dam radę utrzymać stabilność, nie wiem czy tak naprawdę chcę, w imię czego- mimo że tak by pewnie było lepiej, marszczy się czoło, co znaczy „tak będzie lepiej”?
-ja

ja nie wiem czy potrafię żyć tak, skąd mam się dowiedzieć, nie ma żadnego ty, nie ma żadnej mnie, sufit biały, szukam na nim twarzy, kształtów, tak jak dawniej, nie wiem czy będę umiała kiedyś jeszcze być tak mocno, nie powinnam wiedzieć,

napisałabym teraz najchętniej „mówiłeś mi, że zaprzątam sobie głowę za mocno drobiazgami, że za bardzo się przejmuję”- ale ja nie powinnam już pisać do ciebie, o tobie, na wskroś ciebie- dokonujemy wyborów, czy może wybory dokonują się.

wzdychają nawet ściany zmęczone blokiem, krzykami z góry, spaloną cebulą z kuchni sąsiadów, wzdycha nawet kożuch nieba, dramatyzuję

drżą dłonie wewnątrz dłoni nieruchomych

wiatr

fascynacja ostatnich dni- taniec aż do gwiazd.pokonuję lęk wysokości i tańczę na dachu bloku, wiatr i w żyłach zmiany, ostatnie dni mniej słów zapisanych, ciągle zmiany, płynność, przeobrażanie, zmierzam w kierunku ekspresji silnej, marzę islandię i wulkany, wiatrem marszcząc skórę, wiatrem jak na morzu, koła, spirale, wibracje, mrowienie pod skórą

po ulicach, po kamieniach, turlając spojrzenia, piłki, obcasami śpiewając, oddycham na wylot

za oknem różowe drzewo

spokojniejsza- bo całkiem niedawno: ludzie z którymi nawet nie trzeba mówić, rozumieją; miejsca znane na pamięć, że można chodzić ulicami z zamkniętymi oczami, tylko czasem potykając się o słońce (wiosna!), rozprostowanie od środka, ułożenie wygodniej.
tylko znów- porozproszały mnie sprawy małe, malusie i nieważne, zamieszały i falowanie i

jednak- spokojniejsza- jeden dzień nad morzem, stopy w zimnej jeszcze wodzie, pustka na ulicach, pustka na plaży, muszle.
teraz kraków- wiosenny, do którego przyzwyczajam się (fuj, co za słowo- ‚przyzwyczajenie’!) powoli…

zwyczajność jakaś czai się

mjuzik mjuzik

kinn, kristen, braty z rakemna, budyń- kraków, klub re…

w taki sposób powróciłam do krakowa, 11 godzin w drodze, zmęczenie, wysypywanie się duszy, a teraz spokój i oczy wirujące, serce wybija rytm, stukają palce, bardzo mi muzycznie, bardzo mi płytą szumami dźwiękami pulsującą atmosferą

wróciłam.
(nauczyłam się stawiać kropki, może nie do końca, ale trochę się nauczyłam. i po kropce- od nowa…)