-

jest mnie tak mniej tak mniej to jak przez szybę jak podglądanie przez szkło witraży tak mniej nawet nie na papierze nie w listach ja naprawdę myślę że kiedy nie piszę mnie nie ma dlatego tak mniej teraz tak jak kilka lat temu kiedy życie całe było z płatków ze śniegu na palcach ze śniegu w rzęsach przyklejam śnieg zamiast adresu na kopercie i czy dofrunie list jeśli go nie napisać jeśli go roztopić pod powieką jeśli jest mnie tak mniej i mniej też związku między słowami między ludźmi między

choroba parę dni temu

rozchorowałam się i widzę się jakoplamę barw, obraz malowany na żółto (rozwodniona farbką, cytrynowo-słoneczną, coś w klimacie Van Gogha), na czerwono (pulsujące kropki, wysypka na płótnie, koraliki ze szkła), kolory się przenikają i falują, w głowie mi faluje, jeszcze do tego sesja, malowana na pomarańczowo, bordowo, takie intensywne odcienie, jeszcze do tego ferie i chyba nie pojade do domu, wszystko takie jakieś jak ciepła herbata wylana na kartkę, choruje nasnieg za oknem i zapalenie płuc chyba też, jakoś tak mi plastycznie, ale i mętnie, czytanie Eurypidesa do sesji, niech już będzie jakieś JUŻ.

stare zapiski – malowanie na chmurach – 21.01.2005

pokaz sztucznych ogni na Rynku, mnóstwo mnóstwo fajerwerków przez kilkanaście minut, piękne wyładowanie, eksplozja kolorów i eksplozja wszystkiego. wracałam potem do mieszkania wyobrażając sobie fajerwerki ze wszystkiego, latarnie wybuchające kolorami, fajerwerki ze świateł na przejściach, fajerwerki z samochodów, fajerwerki w kałużach (latarnie w wodzie i podwodne miasto), fajerwerki w oknach i dalej tym tropem- światełka, fajerwerki- w prysznicu, w kranie, świecące rybki w wodzie, świecąca migotliwa przejrzystość, fajerwerkowe mgły na Błoniach, w oczach iskierki, promienność, jasność, poziomy świetliste w stylu Grotowskiego, śmiech i śpiew wybuchanie nagle kolorami, święto światła jak w Indiach, święto kolorów, dźwięk małych dzwonków.
pisanie listów i fajerwerki w kopercie.
zakochiwanie się w drugim człowieku i kolorowe światła.
tańce i fajerwerki i muzyka.
święto.
święto.
wszystko to dzisiaj- myślane i rzeczywiste.

a teraz wieczór i przez okno śnieg podświetlony na pomarańczowo. od mieszkania w mieście niedługo cała będę naświetlona- na pomarańczowo, na niebiesko, na biało.
z powiekami we wszystkich kolorach, we wszystkich odcieniach euforii, aż do zmęczenia.

stare zapiski – 19/20.01.2005

Ginsberg: „byliśmy w sobie zakochani/ toteż w ostatni wiueczór/ rozebraliśmy się przy świetle księżyca/ i pokazaliśmy sobie nasze ciała/ a potem ze śpiewem popędziliśmy z powrotem do domu” (Allen Ginsberg „Opowiadanie Gregory’ego Corson”)

cytowanie ginsberga, czytanie ginsberga, tak mało poezji z papieru, więcej z życia- to chyba dobrze