rowerin’

zakładam/ czerwoną sukienkę…/ …nie dogoni mnie nikt!

jak w piosence Ścianki, tempo, nowy rower, rozwiane dready i jadę, szybko, szybko, do wiosny, dalej, śpiewając wszystkie możliwe piosenki, zatrzymując się co pewien czas i

szepcząc: Michał.

wydarzyło się dużo, nadal jest tak, jakby szperać w pudełku albo juz nawet dużej skrzyni jak po prababciach, dziwiąc się jak przy odkryciu zapomnianej kiedyś ulubionej sukienki, kartki z zapisanymi wszystkimi najważniejszymi zdarzeniami. wydarzyła się piękna wycieczka do Lublina, koncertów mnóstwo, „Sen nocy letniej” Kleczewskiej, wydarzyła sie tęsknota, teraz dzieje sie wszystko, a ponadto ulubiony mój moment: jutro jadę do domu i cały dzień przesycony jest mrowieniem, oczekiwaniem, bałagan w pokoju, porozrzucane rzeczy, „nie widziałaś moich spodni?”, „Tomek, a ty też dzisiaj jedziesz?”, nowy rower stoi w samym centrum malowniczego nieładu, robi się rzewnie, słodko, rano łzy, pod wieczór błahe rozterki, stukanie butem w podłogę, ostatnie przesłuchiwanie płyt, trudno mi chyba być bardzo

w taki dzień