co tu dużo mówić

dziwią się i pytają, cóż począć, kiedy coraz bardziej wewnętrzny świat redukuje mi się do wariacji i odczuć na temat jednego słowa czy dźwięku, koloru. na przykład: rytm. tak można pół dnia, dłużej. cóż począć? coraz rzadziej dłuższe zdania, marzy mi się książka, w której nie ma nic albo tylko czasem jakieś słowo, jakiś paproch może?

(duże słowa trudno przecisnąć przez wąski otwór ust chyba, duże dzianie się i kalejdoskop wydarzeń czasem aż mi szkoda spłaszczać opisem, zdaniami, treść odstaje, nie pokrywa się ze słowami, może jakiś osobny język, na który mnie nie stać, którego nie umiem, może najprościej by było transmitować na żywo telepatycznie lub w inny sposób

tylko że szkoda tego, co nie napisane, nie opisane- gdzieś znika w środku, kurzy się, ulatnia- i co w takim razie? no nic)

nie szkoda ci było?

listopad 2004, zrobiłam dready:
„a nie szkoda ci było włosów na dready?”
maj 2006, obcięłam dready:
„a nie szkoda ci było dreadów? takie ładne miałaś”
to może pół głowy tak, pół tak?

i o niczym myśli w głowie jakoś