nie ma mnie dla nikogo

nie ma mnie dla nikogo. wsiadam na rower, słuchawki na uszach, nie odbieram nic z zewnątrz, nie odbieram wiadomości i telefonu, nie ma mnie dla nikogo- bardzo.
ale spokojnie, to minie, to tak tylko, tak sie tylko pokruszyło, posypało na podłogę, trochę tylko popękało, ale zaraz skleimy i już, już, nie ma o czym mówić, no, to o czym to my mówiliśmy? ach, tak, juz sobie przypominam. no więc teraz nie ma mnie dla nikogo, regeneruję potłuczone narządy wewnętrzne, ładuję baterie, wkrótce znów będę dla wszystkich, bierzcie i jedzcie, bierzcie i miejcie

mam na imię: nie pisz nie dzwoń
już

*

nie wiesz co jest dla ciebie w życiu ważne? to się dowiedz.

czytam swoje zapiski i wychodzi na to, że ważna jest:
-muzyka
-warunki atmosferyczne i szerokość geograficzna
-co i rusz jeśli ktoś, to ma inne imię
-jakaś literatura, jakiś teatr, jakieś szpargały

a jakże.

dźwięki

dźwięki od których nie mogę się uwolnić od kilku dni- venetian snares, choć dziś w słuchawkach job karma (oczywiście, w końcu w piątek!), a z głośników w kafejce cinematic orchestra. i jeszcze nasłuchuję szumu krwi w żyłach i nakłada się na to stukot klawiatury. dźwięki można śledzić i mogłabym to robić w nieskończonośc, jest jeszcze więcej poziomów do wsłuchania

dużo więcej

będzie

zimno i mgliście za oknem, taka chmura w której jesteśmy zanurzeni, taki kraków. i miałam rację, że tu jest tak mało wiatru, jest gęsta mgła i kolorowe światła. byłam nad morzem, tam wczesna wiosna, widać niebo (żadnych niespodzianek- tak błękitne, że oczy bolą po krakowie, wbijaniu wzroku w chodnik, patrzeniu co najwyżej przed siebie), wiatr i co dzień inny kolor wody. falowanie. oddychanie. inne ruchy ciała, inny sposób poruszania się.

ale powrót i zapowiedzi dobrego. a w piątek job karma w teatrze groteska!