wtorek

jest lepiej. spokojniej. sił przybywa, przybywa świeżego powietrza w płucach. maj kusi wyjazdami i podróżą do domu. to czwarty rok życia w krakowie i najdziwniejszy: taki laserunek, wartstwa na warstwie, nakładanie się różnych kolorów, sytuacji i osób.
świeże powietrze, miętowe cukierki, czyste kartki.
szkice, notatki ołowkiem.
jeszcze będzie.

łóżko

w łóżku. leżę, wydmuchuję dym z papierosa i ze spalanych wewnątrz myśli.
mętlik- ładne słowo, choć określa, coś, co tak bardzo uwiera. że powinnam być zła, bo tak się nie robi, nie mówi się takich rzeczy, że nie można ot po prostu się zabawiać czyimiś emocjami. dopóki zabawiamy się sobą, jest nam dobrze i łóżko, tak może być. dopóki nie zaczyna się kogoś przywiązywać powoli linkami, nie zaczyna się budować zaufania. ale tak właśnie się stało i mimo, że mogłam się spodziewać, że czułam nad głową ciemne chmury- zaskoczyło mnie i dotknęło zakończenie jak z kiepskiej historii o nastolatkach: „elu, wybacz, boję się zaufać, zraniono mnie kiedyś, jestem wciąż jak dziecko, bałem się, że się zaangażuję emocjonalnie”. tak się nie robi.

bo ja bym go nie umiała zranić.

wyrażanie złości jak coś zupełnie nowego, do przerobienia, do nauczenia.

kawa&papierosy

kawa z cynamonem, dużo słońca, papieros i popiół wewnątrz mnie po intensywnym i krótkim byciu blisko z kimś.
kręcimy się w kółko, kończą się leki, a lęki nie.
w słuchawkach Bjork, ścieżka dźwiękowa do tego, co mi się śni, do tego co myślę.
na śniadanie kawa i papieros. n
na śniadanie porcja powietrza.

a w środę do domu, na Północ.
kręcimy sie w kółko, kręcimy się w kółko, kręcimy sie w kółko!!!