„possibly maybe”…

i och. obracanie się dookoła własnej osi. po całym dniu spędzonym na wędrowaniu, po odbieraniu miasta i jego okolic- jeszcze intensywniej, aż do bólu oczu i głowy. aż do zmęczenia, do skrajnego wyczerpania. tyle kolorów, tyle powietrza, które pachniało arbuzami. świeżością i wiatrem. i coraz silniejszy wiatr w głowie, a i tak nie rozwiewa rozterek, wątpliwości, tych wszystkim myśli uczepionych kurczowo wewnętrznej strony czaszki. taki stan, który pojawia się chyba tylko dla wyrównania tego, że jest dobrze. tak dobrze, że aż chwilami boję się oddychać, żeby się nie skończyło. na takie chwile tylko muzyka i maile. jaśminowa herbata.
jesień już. ze wszystkimi tego konsekwencjami.