pierwszy lepszy dzień z brzegu

stare dobre radiohead, stare dobre massive attack, pierwsze płyty tricky’ego, grotowski, podsiadło, neruda, ostatnie ciepłe dni, zapach rozgniecionych na chodniku mirabelek, zimne noce, powroty do domu ostatnią kolejką, wiersze, wiersze, beckett, szekspir, do napisania listy, do przeczytania stos książek, do znalezienia lepsza praca i szczęście, jesienna nostalgia i wieczne powroty do tego, co było kiedyś i wytrzymało próbę czasu i pamięci, to wszystko układa się warstwami wewnątrz mózgu, płynie, śni mi się i tworzy kolejne tory myślowe, gdy idę do pracy lub z niej wracam, gdy kładę się spać, gdy biorę kąpiel i staram się zrelaksować, bo jest trochę ciężko i stawiam sobie wyzwanie, chcąc utrzymać dobry nastrój.
niedługo minie rok w Trójmieście, mam ochotę ponumerować dni i noce, ułożyć do nich playlisty i okrasić kilkoma słowami, skatalogować wszystko jak Janina Turek, policzyć stres i bezsenność, policzyć dobre i złe chwile, tańce do rana, pocałunki, nieudane randki, przelotne spojrzenia, zmęczenie i euforię, obejrzane filmy, przeczytane książki, wypalone papierosy i wypitą kawę, małe sukcesy, rozmowy nudne i rozmowy ważne, dowiedzieć się czy było warto i dowiedzieć się co właściwie u mnie słychać.
zamiast tego wstaję rano, łapię ostatnie słońce, wychodzę na długi spacer, a potem szybko wracam do domu, pośpiesznie wypijam herbatę, pośpiesznie czytam Podsiadłę, pośpiesznie pakuję torbę, przesuwam wszystko na później, biegnę złapać kolejkę.
w biegu wysypują się z głowy zdania, myśli i sny.