powoli

sprzątam. od wczoraj. zakopana w swoim starym życiu, sortuję, wyrzucam, odkładam do pudeł, na kiedyś. via negativa. redukcja, pozbycie się wszelkich zbędnych elementów. zakłóceń.
robię miejsce na nowe. nieśpiesznie, z namysłem. to nie był łatwy rok. może za dużo pochopnych decyzji. za mało cierpliwości. wszystko w biegu. więc nowe. inne.

słucham starych kaset, „puk puk” nosowskiej. i cały czas zastanawiam się, czy to kiedyś minie: to poczucie,  że szczęście czasem wydaje się zbyt duże, żeby móc je udźwignąć. że niemal męczy i sprawia, że robię krok lub dwa do tyłu, w bezpieczne i znane neurotyczne tereny. już to kiedyś pomyślałam, może też napisałam: boję się, że nie przestanę się bać. a może to ta jesień, listopad. może niewłaściwa płyta na dziś. spóźnione pourodzinowe refleksje, bo czas płynie. a może banał i nie ma co wątpić, wybiegać myślami za bardzo do przodu.

zmiany, zmiany, zmiany.