„all the same”

co roku nabieram się na wiosnę. za wcześnie zakładam tenisówki, zbyt ochoczo chowam swetry wgłąb szafy, wychodzę na za długie spacery prosto w chłód, żeby nałykać się tej niby-wiosny. światła. chyba o nie chodzi. rano, kiedy ulice są prawie puste i na szybie wysokiego bloku widać słońce w kolorach pożaru. popołudniu, kiedy widać każdą gałąź na gołych jeszcze drzewach, a zimne światło niemal oślepia. i niebo bez chmur, w różnych odcieniach szarości.
dziś też spacer, bo to jedyny wolny dzień. jeszcze zimowo i w bladych odcieniach, ale mimo wszystko dobrze. mikroszczęście, które trwa kilka sekund. w międzyczasie, między bankiem a zakupami. jakby w jeden dzień dało się nadrobić wszystko i jeszcze nie zapomnieć kim się jest. zwalniam kroku wracając ze sklepu, nasłuchuję i buduję to szczęście z drobiazgów. na zapleczu centrum handlowego szumią wentylatory, skądś kapie woda, butelka wina obija się o słoik z suszonymi pomidorami, kolejne auta przejeżdżają. miejski szum. w ręku gazeta i wywiad z Tarasewiczem. wszystko jest takie samo jak każdego innego dnia.  powrót do domu. zapach bergamotki. z głośników „The long arm of coincidence” Jessamine, bo szczęście potrzebuje utrwalenia w dźwiękach, a ta płyta jest doskonała.
na przekór prozie życia, na przekór temu, że czasu czy pieniędzy jest ostatnio za mało, a pracy za dużo, na przekór zimie, która chyba jeszcze chwilę potrwa, na chwilę daję się nabrać i nucąc razem z wokalistką wyobrażam sobie że wiosna już jest, a mi wcale nie potrzeba niczego więcej, bo przecież mam wszystko.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>