„wszystko co ludzkie zawstydza mnie / naprawdę wolę kamieniem być”

już nie wiem co czytać, jak żyć. jeśli w końcu trzeba będzie uciekać stąd, to do jakiego kraju. gdzie jest ta bardziej zielona trawa.
kręcę głową z niedowierzaniem, wciąż. i wciąż. i wciąż. jakbym w ogóle przez lata nie zmądrzała, jakbym nie nauczyła się nabierania dystansu. zasady i wyobrażenia, które wpajasz sobie mając lat naście, na podstawie książek, pięknych filmów, poezji, obrazów. wiesz, że może istnieć piękno, bo przecież z nim obcujesz. a później masz lat 30 i dotąd nieznane lęki: przed własnym krajem, przed ludźmi w nim żyjącymi. i wyrzuty sumienia, bo przecież spokojny budda nigdy nie zapragnąłby żeby ich wszystkich nie było, raz a dobrze. lęki, lęki, niepokoje, frustracje. niepotrzebne, pozbawiające energii, ale co jakiś czas powracające. jak wciąż nieodrobiona lekcja.
przy łóżku stosik z różnych reportaży (Czarne nigdy nie zawodzi), „Eseje” Woolf i jak zawsze Neruda. szklanka wody i głębokie oddechy. co innego pozostaje.